środa, 27 marca 2013

dokąd zmierzasz, świecie?

Dziś o minusach otoczenia: Warszawa centralna. Syf jakich mało. Powiem wam szczerze, że w momencie kiedy jestem zmuszona do przejechania przez śródmieście, ciśnienie mi skacze i nóż się w kieszeni otwiera. Tak, dziś krótko o warszawskim centrum chujozy. Nie mówię, że gdzie indziej jest okej, bo nie jest. Jednak tutaj stężenie tandety, prostactwa i zacofania pod względem politycznym, poglądowym, wartości, kurwa, pod każdym względem, osiągnęła już apogeum. Nie mówię, że sama jestem chodzącym ideałem i zawsze mam rację, ale jednak są jakieś granice, a ja zwracam uwagę na skrajności, które zaczynają zalewać to miasto jak jakaś choroba. Wyobraźmy sobie trasę od złotych tarasów przez tak tzw. patelnię, aż do chmielnej. Nie wiem co wy o tym sądzicie, bo w końcu tylu ludzi uwielbia wręcz przebywać tam w każdej wolnej chwili, jednak dla mnie wygląda to tak: Złote: Idąc w stronę Hard Rock Cafe, okolicznej mekki pozerów, uciekam bokiem chodnika coby nie natknąć się na kloszardów czyhających na moje drobniaki, oraz nie zebrać nadmiernej ilości makulatury od miłych studentów mających w dupie to, czy skorzystam z kursu języka angielskiego, czy ostrzygę swoje kudły za 80% normalnej ceny. Tych to rozumiem i czasem zbieram te papiery, wywalając je do najbliższego śmietnika. Wchodzę do podziemi. Smród jak dawniej i w sumie nadal nie czaję po co ludzie tam jedzą i piją kawki (bo chcą, a nie bo muszą, ponieważ niedługo mają pociąg), skoro już 500m dalej jest o wiele przyjemniej, a otoczenie przynajmniej nie odbiera apetytu.. Przechodząc przez dworzec, który jest zwykłym gównem w papierku z kokardką, kawałek dalej zbieram już kolejne ulotki, dostaję ofertę otrzymania wkładek do butów i przyrządu do masażu, oczywiście za darmo, jednak już mniej oczywiste jest to, że jednak muszę z jakże dobrego serca wpłacić dowolny, skromny datek na chujwieco będące słabą przykrywką dla czyjejś prywatnej kieszeni, dopisując się do listy setek poczciwych i uczciwych nazwisk, z równie uczciwie dopisanymi zerami do wpłacanych kwot. Kiedyś po prostu podziękuję, załaduję tandetę do kieszeni i szybko odejdę, albo rzucę od niechcenia 10 gr, nie wdając się w zbędne dyskusje. W dalszej podróży serdecznie pozdrawiają mnie bandy panczurów wygonionych z Chmielnej przez kinderiadę i modne dzieci (syf jednak pozostał), zdobywających moje serce szczerością i bogatym słowem traktującym o zbieraniu na alpagę. Jacy oni mili, radośni, wygadani. Komplement taki zawsze powie, o zdrówko zapyta.. Rzucam tę złotówkę aby usłyszeć jeszcze życzenia, żeby mi się wiodło, żebym dużo dzieci miała i ogólnie żyła sobie w krainie piwem i winem płynącej (no tak, będzie mi się wiodło, to jeszcze coś podrzucę..). Omijając kolejkę do kebaba za 6 zł, zmęczona odorem fajek i ptasiego gówna, przytłoczona hałasem, z kieszeniami pełnymi ulotek próbuję przebić się przez patelnię. Mijam tych wszystkich kinder metali, laski w koszulkach z danielsem i legginsach w kosmos albo flagę ameryki (śmiem wątpić czy naprawdę dobry trunek z górnej półki można tak po prostu dostać w tesco, więc spoko, masz koszulkę z perfumami, które obrosły do rangi pewnego symbolu, szalona Ty), te fanki mang, których liczba kropek na spódniczce (założonej do podkolanówek w kolorowe paski i koszulki w kratę, z krawatem!) odpowiada ilości pryszczy na japie (ale tak tak, chuj mi do waszego wyglądu przecież), rozmaitych grajków, oryginalnych ludzi, oraz wszystkich typu inni-tacy sami, to całe tolerancyjne badziewie. Geje dumni z bycia gejami, fotoblogerki, marzące o wyjeździe do Francji i parze nowych szpil z ćwiekami, 15 letni anarchiści.. (debile, anarchia niestety nie ma racji bytu i prowadzi do jednego wielkiego burdelu. To, że władza jest do dupy nie znaczy, że nie powinno jej być). Z jednej strony każdy teoretycznie ma prawo być sobą.. z drugiej.. Niech to się jednak mieści w granicach rozsądku. Ok, lecę dalej. Mijam miłą panią z psem, która nie chce iść do noclegowni tylko dlatego, że otwarcie jej tam powiedzieli, że wchodzi bez pupila i że zwyczajnie jej go zabiorą bo przecież "tak będzie lepiej".. Obija się o mnie kilka spieszących się osób, ale powoli udaje mi się przemknąć do rotundy bez większych obrażeń. Co dalej? to samo, ale chyba jeszcze bardziej "modnie". Poza nielicznymi normalnymi osobami, da się zauważyć takie samo natężenie kurestwa. Przecież niektórzy mają priorytety wypisane na twarzy: Wyglądać. Być w centrum uwagi. Dobrze sobą handlować. Żyć chwilą. Brak kultury, wychowania i wszechobecna niewiedza wręcz poraża. Teraz już nie ma tabu dla tych szczeniaków. Manifestowanie głupoty, seksu i wszystkiego co ostatnio stało się 'modne' spotyka się z aprobatą. Idę dalej ocierając dłonią twarz i wpatrując się w brudny chodnik. Żyj i pozwól żyć innym? Chętnie, ale dlaczego jakoś nie mogę.. Cieszę się jednak, że to nie mój świat, chociaż muszę tu żyć.. że mam jeszcze jakąkolwiek możliwość izolacji i kolorowania wszystkiego na swój sposób.. Jedno jest pewne: Cofamy się, mocno. Odczłowieczamy.. Jesteśmy tak bardzo sterowani z góry i łykamy wszystko to, czym nas karmią.. Końca świata nie zgotuje nam ani Bóg, ani kosmiczny wybuch. Sami zeżremy się jak najgorsze robactwo, niezależnie od pozycji na tym pięknym, zniszczonym już świecie. A jeśli chcecie mnie znienawidzić jeszcze bardziej, kilka słów o w/w tolerancji, coś równie modnej ostatnio. Wiem, że teoria złotego środka często upada już w założeniu, jednak mówię wprost: Nie jesteś stąd? zamknij mordę i pracuj, żyj, korzystaj, upominaj się jeśli dzieje Ci się krzywda ale stary, nie wymagaj niczego więcej, niż Ci się należy. Jesteś homo? Nie, dzieci nie dostaniesz i spierdalaj. Są pewne normy a jeśli wykraczasz poza nie w drastyczny sposób nie do zaakceptowania to nie masz prawa ich naginać pod siebie. Na parady też nie wychodź bo tak niczego nie wywalczysz, a jedynie się pogrążysz. Rób sobie w domu co chcesz, nie szkodź społeczeństwu, zachowuj się normalnie a może i się polubimy. Trochę samokrytyki zamiast robienia z siebie ofiary losu. Jeśli spróbujesz być po prostu człowiekiem, to będzie okej, bo między pedałem a homoseksualistą jest ogromna różnica. Aborcja? Nie chodzi tu o to jakie ja mam zdanie, ale jedno podejście mnie drażni. To, że małolaty robią sobie z tego przywilej. Jedno wiem.. dziewczynko, jeśli już zdecydowałaś się dawać dupy, to licz się z pewnymi konsekwencjami, które mogą nastąpić. To jest odpowiedzialność. Wiara? Toleruję wszystko, jeśli jest normalnie uzasadnione. To już sprawa osobista. Cóż, tu też skrajności są bardzo niezdrowe.. z jednej strony radykalni katole, którzy palą Cię żywcem, bronią krzyża i sami nie wiedzą po co są w kościele i że tak powiem, robią wszystko odwrotnie proporcjonalnie do bożego planu, z drugiej tępaki śmiejące się z nich i odbierające dosłownie wszystko to, co w pełnej metafor biblii zostało napisane. Ja nie mówię tak, nie mówię nie. Szanuję naukę i postęp, jestem pełna podziwu dla ludzi tworzących historię, ale w sumie kim ja jestem żeby wszystko wiedzieć na ten temat, cokolwiek negować i być o tym święcie przekonaną. To jest enigma, której nawet najwięksi nie odgadną, więc w skrócie po raz kolejny: Zamknąć ryje, nie manifestować, nie narzucać, a może raz dla odmiany kulturalnie wymienić poglądy i wziąć słowa innych na spokojnie i przemyśleć je? Nie da się? chyba już się, do cholery, nie da...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz